Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem (2017) – reż. Janus Metz Pedersen

Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem” (2017) – reż. Janus Metz Pedersen

Subiektywny Dziennik Filmowy. Zimno na polu, siłownie zamknięte. Ruszać się nie chce. Wszyscy zachęcają do sportu i czynnego wypoczynku dlatego postanowiłam obejrzeć film o tematyce sportowej. A że kiedyś pasjonował mnie tenis ziemny, to sięgnęłam po film „Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem”, który znalazłam na NETFLIX. Z reguły filmy o tematyce sportowej pokazywały nam jak od „zera” zaczynała się czyjaś kariera.  Albo jak sportowiec wszystko stracił i poznajemy go już na dnie z którego oczywiście się odbija. I tutaj wkracza film o historycznym finale turnieju w Wimbledonie, który odbył się w 1980 roku. Borg jest u szczytu kariery, wydaje się, że to pełnia sukcesu. McEnroe jest już światowej sławy tenisistą, któremu brakuje tylko spektakularnej wygranej.  Wydaje się, że obydwaj powinni być szczęśliwi, zadowoleni i w ogóle. A tu okazuje się, że tak nie jest. Każdy z nich boryka się ze swoimi wewnętrznymi „demonami”. Ważniejsza walka odbywa się w nich samych niż na korcie. Pierwszy raz widzimy jak dużo trzeba poświęcić siły, energii nie na to aby osiągnąć sukces, nie na to aby podnieść się z upadku,  ale na to jak utrzymać się na tym poziomie co się jest. Widzimy też, jak rodziny, czy obcy ludzie wywierają presję, mają coraz większe oczekiwania. Jaką trzeba stoczyć wewnętrzną walkę pomiędzy swoimi pragnieniami a chęcią spełnienia marzeń innych, i niechęć do sprawienia im zawodu. W filmie jest kilka ciekawych scen. Dwie to rozmowy Borga z narzeczoną o tym na ile oni sami mogą o sobie decydować, a na ile już ktoś zaplanował ich kolejny ruch i krok. Okazuje się, że planowanie wesela, życia, pracy, rozkładu dnia zaczyna być poza nimi. W trakcie balu zorganizowanego na cześć zwycięstwa Borga w Wimbledonie para opuszcza salę, chcą wyjść z przyjęcia, ale zapada pytanie „czy możemy wyjść?”, „a możemy?”.  Kapitalny film. Polecam wszystkim. Nawet tym co nie lubią tenisa, którego tak naprawdę jest w zasadzie w filmie stosunkowo mało.

Pozdrawiam

Gosia Stanek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *