Being the Ricardos – Aaron Sorkin – recenzja

Ten rok zaczęłam od filmu biograficznego produkcji Amazona. Historia małżeństwa i kariery Lucille Ball i Desi Arnaza. Para poznała się w Hollywood, ona grała w wielu mało znaczących filmach, on był odnoszącym sukcesy muzykiem. Razem tworzą wybuchową parę. Tak samo namiętnie się kłócili jak i godzili. Nie potrafili żyć bez siebie, ale z drugiej strony ciągle się ranili. W pewnym momencie, wspólnie zaczęli grać w serialu telewizyjnym „Kocham Lucy”, realizowanym dla stacji CBS. Serial odniósł wielki sukces. Ale życie prywatne gwiazd coraz bardziej się rozpadało. Dodatkowo Lucille Ball została oskarżona o współpracę z komunistami. W filmie przedstawiony jest jeden tydzień z życia pary. Oczekiwanie na werdykt prasy co do komunistycznych działań Lucy, przygotowywanie nowego odcinka serialu, czekanie na decyzję CBS odnośnie kontynuacji serii, oraz ciągle powracających plotek o romansach Desiego.

Filmy biograficzne zawsze mnie przyciągają. Dlatego sięgnęłam i po ten. Zwłaszcza, ze nie znałam Lucilli Ball, i jej twórczości. A do tego Nicole Kidman, Javier Bardem, J.K. Simmons. Jak tu nie obejrzeć?

I zaczęłam oglądać, ale niestety szybko pożałowałam. Film jest dość nudny i męczący. Nie ma żadnego napięcia, a w końcu chodzi o być i nie być małżonków, ich kariery i związku. Dodatkowo scenariusz filmu jest – delikatnie mówiąc – nieco chaotyczny. W podstawowej warstwie akcji śledzimy jeden tydzień pracy przy serialu, w trakcie czego, oczekujemy na werdykt stacji i dziennikarzy co do uznania Lucy za komunistkę. Ten wątek przeplatany jest wspomnieniami przeszłości przez głównych bohaterów, oraz ich partnerów. Do tego mamy jeszcze współczesne sceny z wypowiedziami byłych współpracowników Lucy i  Desiego.  A to wszystko przeplatane jest „wizjami” Lucy jak powinny być wyreżyserowane poszczególne sceny w nowym odcinku serialu. Bądź jak powstałały inne najbardziej znane sceny z serialu. Przyznam, że pogubiłam się opisując to. Tak samo jak oglądając film. W zasadzie nie wiadomo po co został dodany ten wątek z „teraźniejszymi” wypowiedziami współpracowników. Ani nic nie dodają do fabuły, ani nie rozkręcają jej bardziej. Taki niepotrzebny chwyt.

Trudno powiedzieć dlaczego do głównej roli zaangażowano Nicole Kidman. Lusy Ball w jej wykonaniu ma ciągle kamienną twarz. Często niewyrażającej jakiejkolwiek emocji. A co dopiero komediowy talent. Myślałam, że może o to chodziło, że to było atutem Lucille Ball – taki damski odpowiednik Bustera Keatona. Dlatego popatrzyłam na fragmenty oryginalnego serialu „Kochając Lucy”. I niestety okazało się, że oryginalna Lucille była w serialu, pełna temperamentu, a jej mimika twarzy była niesamowita. . Lucille całą swoją postać w serialu tworzyła poprzez granie „twarzą”. To właśnie ona była jej atutem. Co nawet pada w filmie. Producenci z CBS rozmawiają z Lucille o jej występach w radiu „podczas nagrań gestykulujesz i robisz miny…. Szkoda że nikt tego nie widzi”. Szkoda, że w wykonaniu Nicole Kidman też tego nie widzimy. Javier Bardem, też wiele nie pokazuje ze swojego kunsztu aktorskiego. Brakuje również chemii między głównymi bohaterami. Film ratują aktorzy drugoplanowi. Szczególnie J.K Simmons, Nina Arianda, Alia Shawkat czy Tony Hale. Dodatkowy plusem filmu jest odtworzenie klimatu lat 50. I to by było na tyle.

Czy warto poświęcić ponad dwie godziny. Cóż, nie warto. Filmu nie polecam.

Podziel się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

18 − pięć =