Sound of Metal (2019) – gdy łączy tylko muzyka – recenzja

Ruben jest pełnym pasji perkusistą, a Lou przebojową wokalistką. Gdy ruszają w trasę koncertową, a marzenie o wydaniu debiutanckiej płyty jest na wyciągnięcie ręki, Ruben z dnia na dzień zaczyna tracić słuch. W jednej chwili życie, które dotąd znał i kochał, tonie w gruzach, a przyszłość staje się wielką niewiadomą. Tak zaczyna się film, który w 2019 wzbudzał zachwyt. Nagradzany, ceniony, wychwalany.

Cóż, w końcu udało mi się go zobaczyć. I….., hm…… I na tym chciałam skończyć. Ale…

Zacznijmy od początku. Temat zapowiada się bardzo ciekawie. Dla muzyka stracenie słuchu to tragedia. Tego nikt nigdy nie będzie kwestionował. Byłam ciekawa jak będzie on tutaj rozwinięty. Jak bohater poradzi sobie z tym, że w jednej chwili zawalił mu się cały świat. Ale płonne moje nadzieje. Ku mojemu zaskoczeniu, nagle pojawia się zupełnie inny problem. Nagle fakt, że Ruben stracił słuch, to tak naprawdę jest nic w porównaniu z faktem, że główny bohater miał cztery lata wcześniej problemy z narkotykami. I to staje się głównym problemem w filmie. Ruben trafia do ośrodka, gdzie teoretycznie ma się nauczyć żyć z głuchotą, ale faktycznie chodzi o to, aby w tej całej sytuacji, nie sięgnął po narkotyki. Również dla dziewczyny Rubena, nagle okazuje się że ogłuchnięcie partnera to nic, w porównaniu z tym, że być może jak się załamie, to zacznie brać narkotyki. Wymusza na nim, aby został w ośrodku. Sama wyjeżdża daleko, zostawiając całą przeszłość za sobą.

A co na to Ruben? W zasadzie „pełny luz”. Dwa razy się wściekł, raz częściowo zdemolował kilka rzeczy w kamperze, a za drugim razem rozgniótł pięścią bułeczkę. A tak – jak na krewkiego wytatuowanego metalowca przystało – pełne pogodzenie się z losem. Dla Rubena, według mnie, największą stratą jest to, że jego dziewczyna go opuściła, że robi solową karierę (o czym dowiaduje się z internetu). Że radzi sobie bez niego. I dlatego zaczyna robić wszystko, aby do niej wrócić.

Na plus filmu na pewno można zaliczyć muzykę, a raczej jej brak. Muzykę tworzy tutaj cisza, i przejścia pomiędzy tym co słyszy osoba głucha, a co słyszymy my. Choć i ten zabieg w pewnym momencie zaczyna być nużący. Zdjęcia, surowe, zimne, nadające specyficzny klimat filmowi. A co do aktorów. Olivia Cooke grająca Lou, za wiele nie pokazała. Riz Ahmed (Ruben), nie znałam tego aktora. Ale przyznam, że nie zachwycił mnie. Na początku, fajnie tworzył swoją postać. A później, z każdą minutą było coraz gorzej. Najlepiej wypadł Paul Raci jako Joe – szef i prowadzący ośrodek pomocy. Stworzył postać wielowymiarową, do końca niejednoznaczną.

Po raz kolejny przekonałam się, że film, o którym jest tak głośno, który wszyscy wychwalają. Jest nominowany do setek nagród – nie trafia w moje gusta.

Tak naprawdę to nie do końca wiem o co chodziło twórcą tego filmu. O co tak naprawdę chodzi głównemu bohaterowi. O co chodziło jego dziewczynie. Czy chodziło o pokazanie jak bohater radzi sobie z problemem nagłego ogłuchnięcia? Czy o pokazanie relacji z bliskimi w obliczu kryzysu? Czy pokazanie nam, że trzeba przystopować w życiu, odnaleźć spokój, równowagę? Cóż ponad dwie godziny czekałam i zastanawiałam się, ale o co chodzi? I w zasadzie zostałam o niczym. Bo ten film jest dla mnie, tak trochę o wszystkim i o niczym.

Jeśli chcecie zobaczyć i spróbować znaleźć rozwiązanie to obejrzyjcie. Ale można sobie spokojnie darować ten film.

Pozdrawiam i miłego seansu

Gosia Stanek

Ps. film dostępny na Amazon Prime (Prime Video).

Podziel się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwadzieścia − 6 =