Control reż. Anton Corbijn (2007) – recenzja

„Control” reż. Anton Corbijn (2007) – recenzja

Manchester lat 70. Ian Curtis pracuje w urzędzie pracy, ale poza jej godzinami pisze wiersze, chodzi na koncerty. Niesamowite wrażenie robi na nim występ Sex Pistols. Członkowie tego zespołu nie umieli grać, śpiewać, a odnieśli sukces. Punk wydawał być się szansą dla każdego. Do takiego wniosku doszło też trzech kolegów z fabryki, którzy zakładają zespół. W trakcie poszukiwań wokalisty trafiają na Iana Curtisa. I tak oto, w 1976 roku powstała grupa Warsaw (nazwa wzięta od kultowej piosenki Davida Bowiego z płyty „Low”, ulubionego artysty Curtisa). Niestety w Londynie istniała już kapela o podobnej nazwie, dlatego Curtis zaproponował nową Joy Division. I tak powoli zaczęła rozkręcać się kariera zespołu.

Ian Curtis był frontmanem kapeli Joy Division i to na jego postaci skupił się reżyser filmu Anton Corbijn (scenariusz powstał na podstawie książki żony Curtisa – Deborah Curtis). Curtis był ponury i ekscentryczny. Chorował na epilepsję, a potem również na depresję. W młodym wieku postanowił się ożenić i mieć dziecko. Jednak kompletnie nie sprawdził się w tej roli, która coraz bardziej mu ciążyła. Wydawało mu się, że szczęści odnajdzie u boku swojej kochanki. Ale niestety to wprowadziło go w większe problemy. Nie potrafił bowiem zrezygnować z żadnej z nich. A życie pomiędzy nimi go przerastało. Liczne koncerty, rozwijająca się kariera, pogłębiająca się choroba, poczucie winy doprowadzają go do punktu z którego nie umie zawrócić. Życie coraz bardziej zaczynało go przytłaczać, co ostatecznie doprowadziło go do samobójstwa.

Film został zrealizowany na czarno-białej taśmie co nadaje mu dodatkowy charakter. Reżyser skupił się tylko na postaci Curtisa, jednak pomimo to poznajemy doskonale całą genezę powstania zespołu, oraz to jak ewoluował. Jak pozostali członkowie zespołu i osoby z nimi współpracujące zmieniały swoje podejście do grania i do życia. Sam Ian Curtis (którego świetnie gra Sam Riley) jest przedstawiony jako postać niejednoznaczna, ze wszystkimi swoimi słabościami. Co jest dla mnie dodatkowym plusem filmu. Reżyser nie próbuje go w żaden sposób „wybielić” czy przedstawić w „cieplejszej aurze”. Mamy bohatera skomplikowanego, raniącego bliskich i samego siebie. Nieumiejącego poradzić sobie z napięciami i kłopotami, ale też osobę, która nie chce pomocy. Wręcz ją odrzuca. Choć wiele osób z jego otoczenia – żona, kochanka, koledzy z zespołu – na swój sposób chcą mu pomóc.

Film ciężki, klimatyczny. Dający do myślenia. Świetnie zagrany, dobrze napisany scenariusz. I te czarno-białe zdjęcia robiące klimat. Polecam.

Pozdrawiam

Gosia Stanek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *