Most szpiegów (2015) – familijny film o szpiegach – recenzja

Lata 50. XX wieku. Trwa „zimna wojna”. Amerykanie i Rosjanie walczą o każdą informację na temat wroga. Nawzajem podrzucają sobie szpiegów. Adwokat James B. Donovan pracuje dla bardzo dobrej Kancelarii Adwokackiej. Prowadzi sprawy związane z ubezpieczeniami. Dla swoich klientów, toczy boje o wypłaty jak najmniejszych odszkodowań. Pewnego dnia, dostaje sprawę z urzędu. Jego szef wybiera właśnie jego, z całej kancelarii: lojalnego, potulnego, sympatycznego. Sprawą, którą ma się zająć Donovan, jest obrona rosyjskiego szpiega zatrzymanego przez CIA – Rudolfa Abla. Cały proces ma być formalnością, wszystkim zależy bowiem, na skazanie szpiega na karę śmierci.

Ma to być przestroga dla Rosjan i dla kolejnych ich wysłanników. Niestety Donovan zaczyna walczyć o swojego klienta, powołując się, że każdy obywatel w Ameryce powinien mieć uczciwy proces. Naraża się tym samym na ostracyzm swojej osoby jak i rodziny.

Mniej więcej w tym samym czasie na terenie ZSRR zostanie zestrzelony amerykański samolot szpiegowski U2, a jego pilot zatrzymany i osadzony w więzieniu. Dzięki postawie Donovana, i ocaleniu Rudolfa Abla, przed karą śmierci można spróbować dokonać wymiany – szpieg za szpiega. CIA namawia Donovana, aby to on był odpowiedzialny za całą akcję. Donovan wyjeżdża do Berlina Wschodniego, gdzie rozpoczyna negocjacje z Rosjanami.

I tak oto zapowiada się naprawdę ciekawe kino szpiegowskie. A atmosferę podkręca lista osób odpowiedzialnych za film. Reżyseria Steven Spielberg, współscenarzyści Ethan i Joel Coen. W rolach głównych Tom Hanks, a partnerują mu Alan Alda, Mark Rylance.

Siedzimy wygodnie w fotelu, krześle, czy gdzie tam lubimy i zaczynamy oglądanie. Trochę przeraża długość – film trwa aż 142 minuty. Ale trzeba przyznać, że w ogóle tego nie odczuwamy. Widać, że Spielberg nadal umie opowiadać historie, i umie przytrzymać widzów przed ekranem. Pomimo, że tak naprawdę to ten film szpiegowski i ta cała akcja – w końcu oparta na faktach – to taki bardziej familijny film do obejrzenia w niedzielę z rodziną. Niż film o trudnym okresie historycznym, pełnym podstępu, tajnej walki o istnienie pokoju na świecie. Gdzie ściera się dobro ze złem.

Dlaczego mówię, że to film taki familijny? Na ekranie mamy adwokata z krwi i kości, wiedzącego czego chce i umiejącego o to walczyć – granego przez Toma Hanksa – ale równocześnie będącym takim sympatycznym pantoflarzem, lubiącym domowe obiady, spędzanie czasu z rodziną, opiekuńczy. Gdy Donovan jedzie na nieznany teren wschodniej Europy, zależy mu na szybkim zakończeniu akcji, dlaczego? Czy martwi się o życie amerykańskiego pilota? Czy śpieszy się do doprowadzenia wymiany szpiegów bo sytuacja jest napięta? Nie. Nie dlatego. Śpieszy się bo jest przeziębiony i marzy mu się szybko położyć do łóżka. Co podkreśla z każdym swoim rozmówcą.

A z drugiej strony mamy rosyjskiego szpiega, malarza amatora, który niczym się nie przejmuje i nie martwi, bo jak samów mówi często w filmie „czy to coś zmieni?”. Panowie bardzo się lubią, ucinają sobie wręcz koleżeńskie, przyjacielskie rozmowy. Istna sielanka panuje w tym szpiegowskim świecie. Do tego radziecki agent jest sielankowo traktowany w amerykańskim więzieniu. Coś tam go lekko przesłuchiwały służby i tyle. Spokojnie siedzi w celi, maluje obrazy i odsiaduje swój wyrok. Oczywiście Rosjanie są zupełnie inni. Tam pilot-szpieg jest torturowany psychicznie i fizycznie. Jest bity i poniżany. Wszystko by wymusić na nim wyznanie tajemnic.

Mamy więc klasyczny podział, dobrzy Amerykanie i źli Rosjanie. Klisza znana od lat. A do tego to subtelne podkreślenie różnicy wschód – zachód. Donovan wyjeżdża z Ameryki w całkiem ciepłej pogodzie, jesiennej. A wystarczy tylko kilka godzin lotu i jak to bywa na wschodzie, trafia na siarczystą zimę. Szkoda, że nie dodano jeszcze białych niedźwiedzi przechadzających się po ulicach NRD. Byłby komplet klisz.

Cóż ogólnie film ogląda się fajnie, lekko i przyjemnie. Dobre kino rozrywkowe. Dobrze zagrany, z bardzo dobrymi zdjęciami Janusza Kamińskiego. I z delikatnie wybrzmiewającą, ale nadającą klimat filmowi muzyką Thomasa Newmana.

Film polecam. Można spokojnie obejrzeć. Jednak ja osobiście od filmu opowiadającym o tamtym okresie, oczekiwałabym czegoś innego. A nie „familijnej sielanki”.

Pozdrawiam

Gosia Stanek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.