8 Rue de l’Humanite (2021) – życie w czasie pandemii po francusku – recenzja

W paryskiej kamienicy pod adresem 8 Rue de l’Humanite mieszka siedem rodzin. Postanowili pozostać w Paryżu, pomimo, że wielu ich sąsiadów i znajomych uciekło z miasta tuż przed wybuchem pandemii. Trzymiesięczny lockdown zaczyna się jednak dawać we znaki wszystkim sąsiadom. Wpierw rodziny między sobą „skaczą sobie do gardeł”, obrzucają się pretensjami o wszystko. Potem w zasadzie wszyscy kłócą się ze sobą. Ale na koniec…. Pewnie się domyślacie, w końcu to komedia.

W filmie mamy przedstawicieli wszystkich frakcji i reakcji na pandemię. Hipochondryk zatruwający życie swojej rodzinie. Boi się każdego podmuchu powietrza, każdego oddechu. Nie pozwala nawet wychodzić psu na spacer. Bojąc się, że ten przyniesie wirusa do domu. Wszystko spryskuje płynami, nosi maseczki, rękawiczki, a nawet kombinezon. Mamy też w filmie koronasceptyka, uważającego, że to spisek najbogatszych.

Mamy starszą Panią, której zamknięto bar, i nie wie na jak długo starczy jej pieniędzy na życie. Mamy młodą parę, która spodziewa się dziecka. On jest trenerem fitness, pochłoniętym robieniem filmików i wejść na żywo, aby poćwiczyć ze swoimi fankami. Ona jest piosenkarką usiłującą zrobić karierę. Mamy lekarza szarlatana, który na własną rękę próbuje wynaleźć szczepionkę. I dzieci, które starają się odnaleźć w tej sytuacji. Mamy też osobę chorą na Covid, która trafia do szpitala.

Większość gagów, które otrzymujemy w filmie, zaczerpnięte są z życia. Rodzic chodzący w slipach w trakcie trwania lekcji on-line, kłótnia rodzinna podczas trwania rozprawy on-line, przeszkadzanie przy realizowaniu ćwiczeń on-line. Problemy z dostępem do maseczek, testów. Problem z zakupami. Czyli dostajemy wszystko to co sami przeżywaliśmy, tylko ubrane w bardziej lub mniej śmieszne scenki.

Cóż. Obejrzałam film, bo lubię francuskie kino. Mam jednak wrażenie, że Dany Boon robi ostatnio takie same filmy. Jakoś nie czuć w nich świeżości. I tak niechętnie po nie sięgam. Nie pomyliłam się i tym razem. Niby fajne dowcipy, fajnie zagrane, wyraziste postacie, aktorzy spisali się bardzo dobrze. Ale to film z serii, oglądamy, ale tuż po napisach końcowych zapominamy o nim. Teoretycznie w pełni komedia, ale jest jeden epizod, który raczej kieruje ten film w stronę komediodramatu.

Cóż, komedia w sam raz na weekend, zdecydowanie za długa (trwa ponad dwie godziny), niewymagająca zbytniego zaangażowania. Dobrze zagrana, sprawnie nakręcona. I na tym się kończą pozytywy. Nic nie stracicie jeśli jej nie obejrzycie. A jeśli obejrzycie to kilka razy się uśmiechniecie pod nosem. A potem zapomnicie o filmie ?

Pozdrawiam i miłego seansu

Gosia Stanek

Podziel się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

19 + dziewięć =